Translate

Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 12 grudnia 2013

Ponura opowieść z happy endem ...

Ponury początek ... wypełzła z pościeli i powlokła się w stronę kuchni, myślenie jeszcze wyłączone działa autopilot sterujący kolejnymi ruchami  ludzkiego robota ... czajnik, woda, gaz ...  Niewidzącym wzrokiem spojrzała przez okno, właściwie po co ... to wszystko czuje każdą częścią swojego ciała każda komórka odbiera i przetwarza informacje, więc widok mgielnej ciemności, chlapy i czarnych brzydkich połaci wyłaniających się spod topniejącego śniegu, wcale jej nie dziwi.
Już od paru dni odbiera te odwilżowe sygnały. To ciekawe zjawisko, jest z nią od zawsze to koloryt, utrudnienie - nauczyła się z tym żyć. Pamięta te chwile gdy zaczęła się zastanawiać czy wszyscy to mają? Jak to jest kiedy tego się nie odczuwa? Sama myśl jest dziwna, pewnie byłoby inaczej. Kiedy jeszcze nie rozumiała tego zjawiska szukała pomocy profesjonalnej, czyli w tak zwanej służbie zdrowia ... śmiechu warte, "służba"  totalne nieporozumienie. Zresztą nieważne, medycy popisywali się swoim kunsztem i wiedzą teoretyczną, Doktor House to przy nich pikuś... jedna z lepszych diagnoz padła z ust lekarki, która ciągle przypominała,że ma dwie specjalności, a oglądając wydruk zleconego EKG, stwierdziła ... brak jednej komory .. trzeba hospitalizować ... ale najpierw konsultacja kardiologiczna ... i wręczyła druk zlecenia.
Całe szczęście, że miała zdrowe serce, bo po takiej rewelacji dech jej zaparło, konsultacja odbyła się jakimś cudem, a właściwie dzięki urokowi komuny, tego samego dnia więc pożegnanie z tym światem i rozliczenie życia trwało tylko kilka godzin ... W uszach huczała tylko jedna myśl ... brak jednej komory, tak to wyjaśniało te wszystkie dziwne stany ... myślała ... to już koniec. No cóż konsultacja kardiologiczna, jedno spojrzenie fachowca i pytanie Co to jest? moje EKG mówi ... to nie jest EKG, proszę za mną ... lekarz od serca, wykonał ponowne EKG i stwierdził kompletność serca , a w trakcie dywagacji nad dziwnym obrazem owego wydruku, pielęgniarki przypomniały sobie, że akurat tego dnia gdy był wykonany ten nieszczęsny wydruk urządzenie poszło do naprawy ... Tak oto cudownie ozdrowiała, radosna wróciła do domu i na jakiś czas dała spokój z leczeniem swoich przypadłości ...
Zakładała maskę szczęśliwego człowieka i ruszała w dzień życia firmowego, korporacyjnego krocząc w tym zawodowym kieracie patrzyła na ludzi których nie dotykała taka przypadłość ... owszem pojawiały się jednostki chorobowe lżejsze i groźniejsze, ale konkretne , natomiast to z czym Ona była na co dzień to takie błahe, drobnostki, lekceważone przez wszystkich wokół ... Teraz, z perspektywy czasu na to patrząc zaczyna rozumieć, że nie jest to błahostka, że to niby nic miało wpływ na wiele życiowych decyzji, które w konsekwencji poprowadziły w rejony niezbyt chętnie odwiedzane, a wręcz omijane ... Tak często się niestety się dzieje, że nie przywiązujemy wagi do drobiazgów
... mówi się to drobiazg .... po czym  okazuje się, że ten właśnie drobiazg ma największe znaczenie właśnie teraz i potem ....

... Nagle kurtyna się podnosi, otwierają się drzwi świata, wszystko rozświetla się wokół ... to co chwilę temu było szare i smutne już nie istnieje ... świat się śmieje i radość, aż kipi ... 
To słońce wyparło mgielne opary i aktywność przybrała gotowość ... Taka sobie huśtaweczka, w każdym innym przypadku weźmiesz tableteczkę i problemik znika, a tu słońce, deszcz, mgła, śnieg, wiatr, ciśnienie w górę,  w dół ... tylko spokój.
Meteopatia nie jest chorobą ale potrafi skutecznie uprzykrzyć życie nawet w swojej najłagodniejszej formie. Chociaż trudno jest tutaj stopniować jej uciążliwość, bo zawsze wpływa na życie, które właśnie się toczy. Bieg zdarzeń nie zatrzyma się, bo właśnie wieje wiatr czy pada lub świeci, to nie katastrofa, niestety ma znaczenie tylko jednostkowe ... chciałoby się rzec meteopaci wszystkich krajów łączcie się  ... może w obliczu takiej siły i skali zjawiska, uznano, by znaczenie związku organizmu żywego i pogody. Traktowanie z przymrużeniem oka przerabiałam na własnej skórze, często aby uniknąć dodatkowych komplikacji w miejscu pracy, waliłam głową w mur, walczyłam ze osobą, aby wykonywać swoje obowiązki najlepiej jak to możliwe. Często był to nadludzki wysiłek i dawałam z siebie kilkanaście razy więcej. Jak to mówią najedzony głodnego nie zrozumie, tak i tutaj, przestałam już dawno liczyć na zrozumienie świata zewnętrznego, ale dotarłam do miejsca kiedy rozumiem siebie. Już nie walczę ze sobą, rozumiem, nie ma na to lekarstwa, nie wezmę pigułki i będzie lepiej, wiem że ta chmura musi się przetoczyć, a wiatr zmienić kierunek wówczas przyjdzie lepsza chwila i rzucę się w wir aktywnej twórczości, sprzątania, gotowania ... i innych tam działań, nadrabiając czas w którym cokolwiek by nie robić, nie posuwam się na przód, a wręcz odwrotnie same szkody i głupoty powstają. Odkąd sięgam pamięcią zawsze odczuwałam zmiany pogodowe, ale wówczas spychałam je na plan dalszy, bo jak nastolatek może przyznać się do dolegliwości dotykających babcię:) Babcia wiadomo ... może ją łamać w kościach, ale nastolatek to samo zdrowie, no może jakieś grypy, anginy, ospy ... no choroby, ale takie tam starcze duperele przenigdy. Dopiero z czasem okazało się że to nie duperele tylko meteopatia, nie choroba, ale dolegliwość, która życie uprzykrza. Warto więc zwracać uwagę na drobiazgi i tak szybko nie poddawać się lekceważeniu otoczenia ... może wówczas uda się uniknąć wielu nieprzyjemnych chwil lub dziwnych decyzji. Ogromną wartością jest sama świadomość zjawisk zachodzących w pogodzie i ich wpływu na organizm, o czym przekonałam się na własnej skórze ...

© tekst i zdjęcia autorstwa Ireny Majoch
e-mail: kontakt[ małpka ]lebrum.pl


Kolorowe Smaki Życia