Translate

Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 14 stycznia 2014

Przemeblowanie. Krok pierwszy polubić siebie ...

... witaj w moim świecie, lubię Cię Zuello Truello powtórzyła raz jeszcze wpatrując się w swoje zielone oczy, dźwięk dzwonka przerwał tę rozkoszną chwilę, przesłała buziaka swojemu odbiciu i energicznie ruszyła ku drzwiom, ciekawa kogo to przyniosło pod jej drzwi ...
któż  to, ach któż zawitał do mych wrót  muczała pod nosem, otwierając wrota swego zamku. Takiego widoku zupełnie się nie spodziewała
Skulona zapłakana Dziunia !!
Wszystko tylko nie to, Dziunia jej najlepsza przyjaciółka, zmaltretowana i sponiewierana jak zbity pies stoi na progu jej mieszkania.
- Dziuńka! Co Ty !! 
Krzyknęła z braku innych słów i wciągnęła ją do środka. No oczywiście, Dziuńka, ze szlochu przeszła w ryk i pozostało podawać jej chusteczki, bo przecież nic w tym stanie nie wypowie.
- No dobrze już, co się dzieje, mów mi natychmiast! Chwyciła przyjaciółkę w ramiona i mocno przytuliła, aż usłyszała smutne westchnienie. Znaczy będzie mówić.
- Zostawił mnie, rozumiesz? Po prostu zostawił?
No teraz to Ona Zuella Truella zbaraniała, zdębiała cokolwiek to znaczy, wytrzeszczyła swoje jaskrawo-zielone oczy i wbiła je niczym dwa widelce wiercąc Dziuńkę na wylot. Niestety, to nie był żart.
- Zostawił powiadasz. 
Powtórzyła jak powoli,
-  Zbynio Cię zostawił, toż to szok!!
- Szok, szok, a co ja mam powiedzieć, i dalej w ryk ...
Sprawa beznadziejna, Zbynio przykładny mąż i ojciec, prowadzał Dziunię pod rękę, na każde zawołanie był, usłużny, opiekuńczy, a jaki zaradny. Wszystkie stawiały go zawsze za wzór małżonka no i ojca, bo o Kajtka dbał i zawsze dla niego czas znalazł, a przecież taki czterolatek to potrafi zaszaleć. No, tutaj wsparcie potrzebne,
- Herbatki zaparzę, rzuciła w ostatniej chwili, bo winko już na końcu języka miała, ale przecież ktoś Kajtka z przedszkola musi odebrać,
- Tak, zielonej zaparz,
- Dobrze, będzie zielona, 
Nie cierpi tego paskudztwa, ale dzisiaj , niech będzie.
Przy filiżance parującej zielonej herbaty, Dziunia popadła w zadumę. Zuella Truella, patrzy wyczekująco na przyjaciółkę, ale ta jakby nieobecna ...
- Dziunia, opowiadaj, kiedy odszedł?
- Nie wiem.
- Co? jak to nie wiesz?
- Normalnie, nie wiem!
- Matko jedyna, ja chyba zwariuję z Tobą, to skąd wiesz , że odszedł!
- Szlafrok z łazienki zniknął i walizka jedna, taka duża, wydusiła z siebie i dalej wróciła do chlipania ...
- Dziunia, walizka zniknęła, ale co to ma wspólnego ze Zbyniem? Nic nie rozumiem. 
Wyobraźnia Dziuni, już nie raz namieszała, więc może i tym razem coś sobie na wyrost poskładała.
- Żebyś wiedziała, że ma! Ze złością w głosie obruszyła się Dziunia. Już trzy dni go nie ma, najpierw myślałam, że służbowo wyjechał i specjalnie się nie martwiłam, bo może gdzieś mi ta wiadomość uleciała. Wiesz przecież że ta moja pamięć to może i dobra jest, ale bardziej czasami. No to tak sobie kombinowałam, że pewnie mówił tylko mnie coś obok uszu poleciało. A jak na tych swoich wyjazdach jest to o bożym świecie zapomina, to i nawet nie zadzwoni tylko siedzi w tych komputerach i nawet telefonu nie odbierze. Ale tak na wszelki wypadek, zagadnęłam jednego kolegę  i drugiego o Zbynia, trochę dziwni byli, ale z tego co mówią to on do tej swojej pracy chodzi jakby nigdy nic, więc pytam się gdzie jest ten mój mąż! Odszedł do jakieś lampucery, jak dwa razy dwa! Co ja teraz sama z tym biednym dzieckiem zrobię? I dalej w ryk ... 
No, sprawa wyglądała, rzeczywiście dziwnie, trzeba to jakoś delikatnie i powolutku jedno do drugiego poskładać, Dziunia szlochała, a Ona Zuella Truella zbierała myśli i gorączkowo szukała podpowiedzi od czego zacząć ...
cdn


© tekst i zdjęcia autorstwa Ireny Majoch
e-mail: kontakt[ małpka ]lebrum.pl


Kolorowe Smaki Życia


sobota, 11 stycznia 2014

Ach co to był za rok!! .... Pożegnanie i powitanie w jednym.


Zuella Truella ... Ocknęła się z zamyślenia, siedzi przed tym lustrem już chyba wieki ... spojrzała w swoje lustrzane odbicie uśmiechem kwitując fakt, że nic się nie zmieniło. Kolejny rok na liczniku życia, ale nie dotknął jej lica ni rudawych lśniących splotów, nie zaszkodził urodzie, która napawa ją dumą, teraz jest z niej zadowolona, teraz ... Zuella Truella tak za nią wołali na podwórku, gdziekolwiek się pojawiła dzieciaki wytykały ją palcami. Wyróżniała się z tłumu, ruda lśniąca burza fantastycznie poskręcanych włosów wyjątkowo udała się Matce Naturze i chociaż minęło już parę dziesiątek lat, nigdy nie musiała robić trwałej ondulacji, korzystać z lokówek czy innych fryzjerskich wynalazków, aby uzyskać efekt kręconych włosów. Z włosami w parze szła jej blada cera upstrzona piegami i oczy iskrzące się jasno-zielonymi refleksami. W dzieciństwie może rzeczywiście przypominała jakąś jadowitą gadzinę i przezwisko Zuella Truella przylgnęło do niej na stałe, chociaż uciekała przed nim. Tak, większą część swojego dziecięcego, młodzieńczego, a nawet dorosłego  życia uciekała przed nią i robiła wszystko, by zasłużyć na inne miano. Tak bardzo pragnęła akceptacji, miłości, że godziła się na rzeczy niegodne zupełnie nie mając tego świadomości.
Ach, co to był za rok ...
Teraz, gdy jest już przeszłością widzi jak na dłoni, ile pokonała i dokąd dotarła, nie są to jakieś spektakularne sukcesy, ale jest to przełom .... Przełom w jej życiu ... siedzi na wprost swojego lustrzanego odbicia i może powiedzieć ... Witaj w moim świecie, lubię Cię Zuello Truello ... cdn.

© tekst i zdjęcia autorstwa Ireny Majoch
e-mail: kontakt[ małpka ]lebrum.pl


Kolorowe Smaki Życia